Dwa grosze

Dwa grosze

Z Ewangelii wg św. Marka (Mk 12,38-44)

Jezus nauczając mówił do zgromadzonych:

„Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok”.

Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz.

Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: „Zaprawdę powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”.

 

Ponieważ dziś w naszej świątyni parafialnej obchodzimy Kiermasz, czyli 85 rocznicę jej poświęcenia, dlatego kaznodzieja może wybrać okolicznościowe czytania mszalne. Mogę więc spokojnie, bez obawy o jakieś powtórzenia, sięgnąć do Ewangelii przypadającej na dzisiejszą 32 niedzielę zwykłą. Tym bardziej, że opisana scena rozgrywa się na dziedzińcu świątyni Jerozolimskiej. Znajdowały się tam skarbony, do których pobożni Żydzi w zależności od swojej majętności, wrzucali datki na utrzymanie świątyni. Badacze Biblii podpowiadają, że owe skarbony, były wykonane z blachy, a u góry znajdowały się blaszane rozszerzające się ku górze leje. Ułatwiało to wrzucanie datków. Warto sobie taką skarbonę z trąbą u góry po prostu wyobrazić.

A teraz wyobraź sobie, że przychodzi do świątyni bogaty faryzeusz i wrzuca do owego leja skarbony garść monet… słyszysz? Wszyscy wokół to słyszą! Ile to on wrzucił! Jaki hojny! Jaki bogaty! Jaki wspaniałomyślny! Może właśnie od tego lejowatego wlotu skarbony jerozolimskiej wzięło się powiedzenie, że ktoś trąbi o sobie na prawo i lewo

Zaraz za nim podchodzi uboga wdowa i wrzuca dwa pieniążki… słyszysz coś? Właściwie nic. W gwarze panującym na dziedzińcu świątyni dźwięk tych dwóch pieniążków spadających do skarbony jest kompletnie niesłyszalny. Ta sytuacja staje się dla Jezusa pretekstem do wskazania jak wielką wartość ma ufność w Bożą opiekę, zamiast budowania wyłącznie na sobie. 

Ta dzisiejsza Ewangelia, którą Kościół czyta w dniu rocznicy poświęcenia naszej świątyni parafialnej jest dla mnie pretekstem do refleksji nad rzeczywistością parafialną, w którą na nowo wchodzę od prawie trzech miesięcy.

Sprawa pierwsza to obecny w naszym kościele Jezus. Właśnie tutaj siedzi. Przysłuchuje się nam, temu co mamy w sercach. Rozmawia z nami. Komentuje to, co widzi, z czym przychodzimy.

Sprawa druga, to rzeczywistość właściwie na granicy materii i ducha. Świadomość tego, że to miejsce materialne jakim jest budynek kościoła jest symbolem czegoś więcej – wspólnoty, która tu się gromadzi, tu przeżywa swoją codzienność, swoje radości i smutki. Świadomość, że tę świątynię parafialną tak naprawdę współtworzymy w naszych domach, rodzinach, wspólnotach. To tam uczymy się żyć wiarą na co dzień. Tam rodzice czy dziadkowie najwięcej mogą powiedzieć swoim życiem dzieciom i młodzieży o Bogu, o Jezusie.

To, co tam się dzieje odzwierciedla się potem gdy gromadzimy się jako wspólnota parafialna. A wygląd zewnętrzny świątyni jest jedynie i aż wyrazem tego, co nosimy w sercach: naszej wiary (czasem pośród wielu wątpliwości) i naszego zaufania w Bożą opiekę.  

Uboga wdowa podpowiada mi osobiście jeszcze jedną prawdę: żyjesz z tego co dostaniesz od ludzi, to oni cię utrzymują, oni ci ufają. Dzięki nim masz gdzie mieszkać, masz co zjeść.

Bardzo dziękuję za te wszelkie wyrazy Waszej troski o naszą parafię, o naszą świątynię i nas księży. To są naprawdę czasem tak drobne gesty dobroci jak owe dwa pieniążki ubogiej wdowy. Czasem nawet niezauważalne przez nas księży, a które się dzieją. Są one wyrazem waszej odpowiedzialności za to miejsce i za tę wspólnotę. To jest niesamowita świadomość dla kapłana, że nie wszystko zależy od niego. Że on jest tutaj tylko na chwilę (nawet jeśli ta chwila trwa kilkadziesiąt lat), a to co jest naprawdę trwałe – to Pan Jezus i ta mała wspólnota Kościoła, która się wokół Niego tutaj gromadzi.

Bardzo Wam za to dobro, które się dzieje i które buduje, dziękuję.

ks. Marcin


Drukuj   E-mail