Muzyka (z) serca

Z księgi Apokalipsy św. Jana Apostoła.

I ujrzałem między tronem z czworgiem Zwierząt a kręgiem Starców stojącego Baranka jakby zabitego, a miał siedem rogów i siedmioro oczu, którymi jest Siedem Duchów Boga wysłanych na całą ziemię. I poszedł, i z prawicy Zasiadającego na tronie wziął księgę. A kiedy wziął księgę, czworo Zwierząt i dwudziestu czterech Starców upadło przed Barankiem, każdy mając harfę i złote czasze pełne kadzideł, którymi są modlitwy świętych. I taką nową pieśń śpiewają: „Godzien jesteś wziąć księgę i jej pieczęcie otworzyć, bo zostałeś zabity i nabyłeś Bogu krwią Twoją ludzi z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu i uczyniłeś ich Bogu naszemu królestwem i kapłanami, a będą królować na ziemi”.

 

W miniony czwartek Kościół wspominał św. Cecylię – patronkę muzyki kościelnej. I choć czytania były w tym dniu z lekcjonarza powszechnego, to jednak kolejny raz Słowo Boże dało nam światło do przyjrzenia się ważnej muzycznej cząstce naszego życia parafialnego. Św. Jan, spisując wizję nieba pisze o starcach, którzy padając przed tronem Baranka śpiewają nową pieśń. Psalmista zaś zachęca byśmy w tę nową pieśń niebieskiej liturgii się włączyli: Śpiewajcie Panu pieśń nową; głoście Jego chwałę w zgromadzeniu świętych (Ps 149). W słowach Psalmu słychać niesamowitą intuicję Starego Testamentu, która wypełnia się w czasach Nowego: Gdy przychodzimy na Mszę św. (nawet tę najzwyklejszą w ciągu tygodnia) wkraczamy w rzeczywistość nieba. Przez widzialne znaki i symbole liturgii ziemskiej uczestniczymy w liturgii niebieskiej. Trudno nam w to uwierzyć, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że wszystko powinno być jasne, klarowne, zrozumiałe – na ludzką miarę. Nawet Msza św. powinna być taka miła, fajna i przystępna, dopasowana do naszego sposobu myślenia.

Jest jednak w takim myśleniu pewna pułapka, w którą bardzo łatwo wpaść: gdy sprowadzę liturgię tylko do tego co ludzkie (zrozumiałe, przystępne, łatwe, przyjemne, miłe itp.), istnieje ogromne niebezpieczeństwo, że przestanie mnie ona prowadzić ku temu, co Boże, a stanie się tylko miłym spotkaniem towarzyskim. Liturgia musi mieć coś z tajemnicy, bo ta tajemnica jest miejscem obecności Boga. Piszę o tym przekonany, że świadomość uczestnictwa w tej samej liturgii, która trwa przed tronem Boga, może nam pomóc lepiej przeżywać Eucharystię.Nie jesteśmy jednak tylko widzami jakiegoś niebieskiego teatru. Jesteśmy zaproszeni do włączenia się w to, co się dzieje. Przez modlitwę, śpiew, słuchanie, postawę ciała. To wszystko są elementy naszej obecności i uczestnictwa we Mszy św. 

Szczególnie chcę zwrócić tutaj uwagę na śpiew. Choć nie jest z nim najgorzej, nie jest jednak dobrze. Bardzo duża część z nas po prostu nie śpiewa w czasie Mszy św. Stoimy czasem całą Mszę ani razu nie otwierając ust. Znając życie, powodów będzie tyle, ilu jest nieśpiewających. Myślę jednak, że w większości przypadków powodem nie jest brak słuchu czy nieznajomość tekstów. Nie jest nim także brak książeczki (choć wielu z nas jej ze sobą nie nosi). To są wszystko okoliczności zewnętrzne, które często służą nam za usprawiedliwienie.

Przyczyna milczącego kościoła tkwi chyba o wiele głębiej – w naszych sercach. Zerkając na Was w czasie Mszy św., w wielu twarzach widzę wiele trudu, codziennego zabiegania, trosk, czasem i cierpienia czy złości. Tym bardziej cieszę się, że jesteście. Jest to jednak jakaś moja troska, że tak wielu z nas milczy. I myślę, co się w tym milczeniu wydarza w naszych sercach.

Muzyka towarzyszy mi w przeróżny sposób od dzieciństwa i właśnie dlatego jestem przekonany o tym, że miejscem, w którym muzyka się rodzi (lub umiera) jest nasze serce. O tym co?, jak? i czy? śpiewam decyduje moje serce. Jeśli to serce jest ociężałe czy przytłoczone – nie będzie miało ani ochoty, ani sił do śpiewu.

Kiedy jest wolne i czyste – śpiew staje się naturalnym wyrazem tego stanu. Tak mówi o tym św. Augustyn: Odrzućcie wszystko, co dawne, wy, którzy poznaliście pieśń nową. Do ludzi nowych należy Nowe Przymierze i nowa pieśń. Pieśń nowanie jest dla ludzi dawnych. Uczą się jej jedynie ludzie nowi, którzy dzięki łasce ze starych stali się nowymi i przynależą do Nowego Przymierza, do królestwa niebieskiego. Ku niemu wzdycha cała nasza miłość i śpiewa pieśń nową. Niech śpiewa ją nie językiem, ale życiem.

Ale śpiew – muzyka, ma jeszcze jedną właściwość, której nie można pominąć. Pomaga przejść od tego pierwszego stanu do drugiego. Muzyka i śpiew pomaga nam wypowiedzieć to, czego normalnie nie jesteśmy w stanie wyrazić słowami: nasze szczęście i radość, ale także nasz ból i żal, nasz gniew i bezradność. We wspólnym śpiewie mogę wyrazić siebie. Mogę wypowiedzieć Bogu to wszystko, co mi w duszy gra – radośnie bądź smutnie. W śpiewie – mogę być sobą.

Popatrzcie na małe dzieci, które w naturalny sposób włączają się we wspólny śpiew – tak jak potrafią, z całego serca, nie oglądając się na innych. Mam wrażenie, że tej postawy bardzo nam brakuje. I modlę się za nas słowami tego samego psalmu 149, który cytowałem na początku: chwała Boża niech będzie (Panie) w ich ustach: to jest chwałą wszystkich świętych Jego!

 

Śpiewajmy, bo Bóg chce słuchać naszego śpiewu!

ks. Marcin 


Drukuj   E-mail