Zapiski proboszcza

Złoty cielec czyli nasze grzechy (4)

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego (pkt. 1849)

Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu.

 

W miniony czwartek w Liturgii przysłuchiwaliśmy się rozmowie Boga z Mojżeszem na górze Horeb (Wj 32, 7-14). W czasie gdy Mojżesz przebywał na górze przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy rozmawiając z Bogiem, u stóp góry (ze złota wyniesionego z Egiptu) Izraelici zrobili cielca, któremu zaczęli oddawać hołd. Wystarczyło 40 dni bez Mojżesza, by poczuli się opuszczeni przez Boga i zapomnieli, a właściwie przeinterpretowali po swojemu to wszystko, co Bóg zdziałał wobec nich, wyprowadzając ich z niewoli egipskiej.

W tym opowiadaniu Biblia w bardzo przystępny sposób pokazuje ważną prawdę o naszej naturze: nasze serce nie znosi duchowej pustki. Zawsze będzie dążyć do tego, by tę pustkę czymś albo kimś zapełnić. Kiedy Katechizm pisze o grzechu jako o niewłaściwym przywiązaniu do pewnych dóbr, ma na myśli właśnie taką sytuację, w której miejsce należne Bogu w naszym życiu zapełnia ktoś lub coś, co (kogo) zaczynamy ubóstwiać. W ten sposób powstaje nowe centrum naszego życia, nowy punkt odniesienia dla naszych życiowych decyzji. Można powiedzieć, że nasza relacja miłości do Boga, zamiast do Boga trafia gdzieś obok – ku jakiemuś stworzeniu. I nie oznacza to wcale, że to stworzenie samo w sobie jest złe. Wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre. Problemem staje się wtedy, gdy zaczynam stworzenie stawiać w miejscu Tego, który jest Stworzycielem, jest Dobrem najwyższym i źródłem wszelkiego dobra.

Celem naszego życia mogą stać się rzeczy materialne, które symbolizuje ów złoty cielec z Księgi Wyjścia: pieniądze, nowy samochód, telefon, komputer, piękny dom, praca, sport, rozrywka itd. itp. Takim bożkiem mogą stać się dla nas także inne osoby. Nie bez przyczyny gwiazdy estrady czy kina – ubóstwiane przez tłumy ludzi – swoimi wypowiedziami i stylem życia kreujące trendy społeczne, nazywamy idolami. Słowo to pochodzi od greckiego eidolon i oznacza tyle co obraz, posąg bożka. 

Bożkiem może stać się nie tylko ktoś z pierwszych stron gazet, ale także ktoś nam bliski i dla nas ważny. Kiedy wiąże nas ze sobą w taki sposób, że tracimy zdolność obiektywnej oceny rzeczywistości, podejmowania wolnych, samodzielnych decyzji i wyrażania wątpliwości wtedy stawia się w miejscu Boga i staje się bożkiem. Czasami to sami rezygnujemy z tego wszystkiego, co jest wyrazem naszego człowieczeństwa, pozwalając innym podejmować za nas decyzje. Zwalnia nas to bowiem z ciężaru ponoszenia odpowiedzialności za nasze decyzje i działania.

Jezus w czwartkowej Ewangelii (J 5, 31-47) w rozmowie z Żydami pokazuje, że swego rodzaju bożkiem może stać się także pewien rodzaj pobożności, w którym nakazy i zakazy, przepisy prawa i rytuały przysłaniają czy wręcz uniemożliwiają spotkanie z Bogiem, do którego miały w założeniu prowadzić. Bożkiem mogą stać się idee. Te najbardziej szczytne, wzniosłe, ale także idee polityczne czy społeczne. Kiedy cały nasz wysiłek wkładamy w ich obronę i podtrzymywanie, być może tracimy z przed oczu to, co nas pierwotnie pociągnęło i zafascynowało.

Grzech to odebranie Bogu miejsca, które mu się należy w naszym sercu i posadzenie na jego tronie kogoś lub czegoś, co uzurpuje sobie władzę nad naszym życiem. Nawrócenie, to odwaga ponownego przyjęcia Pana Jezusa jako mojego jedynego Pana i Króla mojego życia. Jedną z najpiękniejszych modlitw, które wyrażają właśnie tę postawę jest modlitwa św. Ignacego z Loyoli:

Przyjmij Panie całą moją wolność; przyjmij pamięć, rozum i całą wolę. Cokolwiek mam i posiadam, Tyś mi to dał.

Wszystko to zwracam tobie i całkowicie poddaję panowaniu Twojej woli.

Daj mi tylko miłość ku Tobie i Twoja łaskę, a będę dość bogaty i niczego więcej nie pragnę.

 

Dobrego tygodnia!
ks. Marcin Cytrycki

Czy są grzechy prywatne - Nasze grzechy (3)

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego (pkt. 1849)

Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu.

Katechizmowa definicja grzechu, którą sobie wspólnie analizujemy od początku Wielkiego Postu wskazuje, że grzech, będąc brakiem miłości ma wymiar antyrelacyjny[1]. Narusza (w przypadku grzechu lekkiego) lub całkowicie zrywa (gdy grzech jest ciężki) nasze relacje z Bogiem i z innymi ludźmi. Każdy grzech w jakiś sposób wpływa na nasze relacje do Boga, do bliźnich czy też w końcu do samego siebie.

Czasem ten wpływ jest bardzo łatwo zauważalny (ktoś się na nas obrazi, zerwie z nami kontakt), a czasem szatan mydli nam oczy i wydaje nam się, że nasz grzech nikogo nie zranił, że w sumie nic złego się nie stało. Nikt nie widział tego cośmy zrobili czy pomyśleli. Nie widzimy skutków naszych grzechów. Jednak to, że czegoś nie widzimy, nie oznacza przecież, że tego nie ma.

Bardzo konkretny przykład takich niewidocznych, niezauważalnych dla sprawcy, skutków grzechu: Ktoś kradnie buty ze sklepu (wydaje się to być nieprawdopodobne, ale takich przypadków jest całkiem sporo). Mniejsza o to, z jakich powodów. Nie bierze jednak pod uwagę, że za te skradzione buty będzie musiał ze swojej pensji zapłacić sprzedawca. Niech takich skradzionych par butów będzie kilka… skończy się to zwolnieniem z pracy. A co jeśli ma rodzinę na utrzymaniu? Ktoś kradnie buty, nie myśląc wcale o tym, że z jego powodu jakaś rodzina straci utrzymanie. Najsmutniejsze jest to, że wspomniana sytuacja nie jest wymyślona… To jest dokładnie to, co Katechizm nazywa naruszeniem ludzkiej solidarności przez popełniany grzech.

Każdy grzech w jakiś sposób wpływa na nasze relacje. Nie ma grzechów, które nie wpływałyby bezpośrednio lub pośrednio na innych ludzi. Grzech nadszarpuje także naszą relację z Bogiem i z samym sobą. I znowu konkretny przykład, którego na własnej skórze doświadcza dziś bardzo wielu. Wejście w grzechy związane z VI przykazaniem, a więc z całą sferą naszej płciowości (czy to w wymiarze osobistym, czy w relacjach z inną osobą) bardzo często odbija się najpierw na naszej modlitwie i życiu sakramentalnym. Wchodzę w nieczystość i ta ma na mnie tak ogromny wpływ (bo to ważna sfera naszego życia), że przestaję się modlić, korzystać z sakramentów.

Powtarzająca się sytuacja mocno zaś podkopuje poczucie własnej wartości. Człowiek zaczyna patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat tych grzechów. Relacja do samego siebie zostaje mocno zakłócona. Może się to odbić pośrednio także na innych osobach, które zostaną zranione słownymi rykoszetami naszych wyrzutów sumienia. Bardzo często uciekamy się do kłamstwa, aby tak naprawdę ukryć inne kłamstwa. W całej sieci relacji, w której żyjemy na co dzień, pociągnięcie któregoś ze sznurków tej siedzi mniej lub bardziej wpływa na wszystkie pozostałe elementy sieci. Nie ma grzechów prywatnych. Takich, które dotykałyby tylko mnie. Za tydzień spróbujemy zatrzymać się nad tym, co to znaczy, że grzech jest spowodowany niewłaściwym przywiązaniem do pewnych dóbr.

 

Ciąg Dalszy Nastąpi… 
Dobrego tygodnia!
ks. Marcin Cytrycki

 

 

[1] Nie wiem czy takie słowo istnieje, ale dalej się wyjaśni o co chodzi.

Rozprawa o żółtym serze, czyli nasze grzechy (2)

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego (pkt. 1849)

Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu.

 

Kontynuujemy nasze wielkopostne rozważania o grzechu. W zeszłym tygodniu pisałem o tym, że grzech w jakiś sposób można nazwać działaniem głupim (jest wykroczeniem przeciwko rozumowi). Jest on również kłamstwem.

Dalej Katechizm mówi, że grzech wykracza przeciw prawemu sumieniu. Sumienie prawe to takie, które we właściwy sposób potrafi ocenić co jest dobre, a co złe i w wolności wybiera dobro. Grzech taki osąd sumieniałamie, tzn. jest mniej lub bardziej świadomym wyborem zła, choć sumienie podpowiada wybranie dobra. Trwanie w grzechu, szczególnie w grzechu ciężkim, bez woli nawrócenia powoduje także, że nasze sumienie się wykrzywia. Dzieje się z nim trochę tak, jak wtedy gdy zbyt długo czytamy przy niewłaściwym oświetleniu – wzrok naszego sumienia się po prostu psuje. Tracimy jasność w rozeznaniu dobra i zła, zamazują się nam między nimi granice.

To między innymi dlatego po długiej przerwie w korzystaniu z sakramentu pokuty wydaje nam się, że nie mamy grzechów. Żyjąc w półmroku, w moralnej szarzyźnie nasze sumienie ślepnie. Kiedy w czasie rachunku sumienia mamy problemy z rozróżnieniem i nazwaniem dobra i zła w naszym życiu [1] trzeba szczerze wzywać światła Ducha Świętego, aby oświetlił ciemności naszego serca i pokazał wyraźnie minione sprawy. Tylko w Jego świetle nasze sumienie jest w stanie widzieć wyraźnie rzeczy takie jakimi są naprawdę.

Ale czytajmy dalej katechizmową definicję grzechu: grzech… jest brakiem prawdziwej miłości.

To było chyba jedno z moich największych osobistych odkryć, że grzech bardziej nie jest niż jest. Grzech jest brakiem czegoś co powinno być. Istotą grzechu jest brak! Trochę to może filozoficzne, ale warto się nad tym stwierdzeniem dobrze zastanowić. 

Moim uczniom pokazywałem tę prawdę zawsze na przykładzie kawałka żółtego sera z dziurami.

Ser (w całej jego serowej naturze) uznajmy za symbol miłości, którą się na co dzień karmimy, którą otrzymujemy od Boga i od innych ludzi, którą potem możemy się z innymi dzielić. Mogę przecież dać innym tylko to, co sam posiadam. Mogę innym dać tylko tyle miłości ile sam jej otrzymałem od innych. Jakie będzie moje źródło zaopatrzenia w miłość, taką miłością będę się dzielił z innymi. Jeśli grzech jest brakiem miłości, to w tym serowym obrazie jest brakiem sera czyli dziurą w serze. Miłości jednak zawsze jest więcej! Nie może przecież być dziur w serze, bez samego sera. Nawet największa dziura w serze zakłada istnienie jakiegoś sera. Nie kupujemy przecież pół kilo dziur sera, ale pół kilo sera z dziurami.

Tam gdzie nie ma doświadczenia miłości trudno nawet mówić o poczuciu grzechu. U kogoś, kto w swoim sercu ma dużo miłości, jest blisko Boga, siebie i innych ludzi, obiektywnie mały grzech, może wyrwać ogromną dziurę, będzie subiektywnie odczuwany jako bardzo poważna rana. Ktoś inny, kto nie doświadcza w życiu miłości, kto nie kocha choć popełnia nawet obiektywnie grzech ciężki, może mieć subiektywnie bardzo słabą świadomość grzechu, tego, że kogoś zranił itp.

Żeby to zobrazować konkretnym przykładem – obrzucenie wulgaryzmem kogoś obcego, do kogo nie żywimy głębokiego uczucia możliwe, że spłynie po nas jak po kaczce. Gdy jednak te same słowa padną w kłótni z kimś dla nas bardzo ważnym, kochanym – staną się źródłem wyrzutów sumienia. Obiektywnie to będzie ten sam grzech (np. używałem wulgaryzmów), ale miłość (lub jej brak) powodują, że nasza subiektywna ocena będzie zdecydowanie się różnić. I także tę ocenę warto wziąć pod uwagę robiąc rachunek sumienia przed spowiedzią.

Ciąg Dalszy Nastąpi…
Dobrego tygodnia!
ks. Marcin Cytrycki



[1] Wrachunku sumienia nie chodzi tylko o wyliczenie naszych grzechów, ale także o zobaczenie dobra, które się wydarzyło w naszym życiu w ostatnim czasie

Kontakt

Parafia Rzymskokatolicka pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Opolu – Gosławicach
ul. Wiejska 101
45-240 Opole
tel. 77 402 79 35
e-mail:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.