Zapiski proboszcza

Opowiadaj!

Z Ewangelii wg św. Łukasza (24, 35 – 48)

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam”. Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. 

Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?” Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec wszystkich. Potem rzekł do nich: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego”.

 

 

W czasie gdy my świętowaliśmy Zmartwychwstanie Pańskie w dalekiej Sri Lance muzułmańscy zamachowcy dokonali serii krwawych zamachów na chrześcijańskie kościoły oraz hotele. Męczeńską śmiercią, tak jak my świętując Zmartwychwstanie, zginęły setki naszych braci i sióstr w wierze. Ani data, ani cele nie były przypadkowe – mieli zginąć i zginęli wyznawcy Chrystusa. Informacje o kolejnych zamachach i kolejnych ofiarach, co rusz, obiegały wszystkie możliwe media. 

Nie trzeba było długo czekać, by przywódcy różnych państw, uznane autorytety zaczęły składać kondolencje. Bardzo często robią to używając mediów społecznościowych. Tak było i tym razem.

Zadziwiające (a może i wcale mnie to nie dziwi) jest jednak to, że właściwie żaden z wielkich tego świata składając kondolencje nie wspomniał o tym, że ofiarami zamachów byli chrześcijanie. Była więc mowa o wyznawcach wielkanocy ang. Easter Worshipers (Barack Obama i Hillary Clinton), czy o ludziach z Nowej Zelandii oraz przemocy wobec świątyń i hoteli (Teresa May). 

Ileż to trzeba się namęczyć, jakie językowe wygibasy robić, żeby nie powiedzieć ani słowa o chrześcijanach. Zresztą podobną sytuację mamy co roku w związku z życzeniami przed świętami Bożego Narodzenia, które standardy nowomowy przekuły na Święta Zimowe, albo Wakacje Zimowe (Happy Holiday zamiast Merry Christmas). Myślę, że bardzo ważne jest, by zobaczyć także takie niuanse języka, którym się posługuje nasza kultura. Chcemy bowiem czy nie, kreują one sposób postrzegania przez nas rzeczywistości i to na wielu poziomach.

Czytając fragmenty Ewangelii o spotkaniach uczniów ze Zmartwychwstałym Panem zwraca moją uwagę między innymi szczegół z fragmentu, który dałem na początku (Ewangelia z Czwartku Wielkanocnego). Dwóch uczniów, którzy wędrowali z Jezusem do Emaus i tam Go poznali na łamaniu chleba, wracają z pośpiechem do Jerozolimy i opowiadają o tym wszystkim co się tam wydarzyło. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam!”. 

Opowiadanie o Jezusie, o doświadczeniu spotkania z Nim nie jest tylko suchą relacją, ale stwarza przestrzeń, w którą Pan rzeczywiście przychodzi! Tam, gdzie mówimy o Jezusie, tam Jezus przychodzi ze swoją łaską i swoim pokojem. Może dlatego tak wiele wokół nas niepokoju, że wyrugowaliśmy całkowicie z naszej przestrzeni publicznej fakt, że jesteśmy Chrześcijanami, że naszym Panem jest Jezus, że Go słuchamy i za Nim idziemy w naszym życiu. Psttt! Tego nie wolno mówić głośno! Religia to sprawa prywatna...! Chrześcijanie powinni oddzielić swoje życie religijne od życia społecznego… Manifestowanie swojej wiary może urazić uczucia religijne wyznawców innych religii… Powinniśmy być tolerancyjni…

Być może te dzisiejsze #ZapiskiProboszcza kogoś zbulwersowały. Nie taki jest mój zamiar. Mówienie o swoim doświadczeniu wiary, o tym, że żyję według Bożych Przykazań, że chodzę do Kościoła, że przyjmuję sakramenty nie jest powodem do wstydu, ale do dumy! Chowając się po kątach, nie dając świadectwa naszej wiary, zgadzając się na półśrodki i półcienie w naszym życiu nie tworzymy społeczeństwa idealnego. Wprost przeciwnie: rezygnując ze swojego miejsca odcinamy się od żywotnych korzeni naszej kultury – duchowo i moralnie usychamy.

Opowiadaj! W przeróżnych miejscach i sytuacjach Twojego życia opowiadaj o Jezusie, żyjąc Jego Ewangelią. A On będzie przychodził i uzdrawiał nawet te najbardziej zaognione i poranione miejsca naszego życia i naszej kultury. Opowiadaj! Bo nasza codzienność potrzebuje obecności Zmartwychwstałego Pana i daru Jego pokoju!

Dobrego tygodnia!
ks. Marcin Cytrycki

Złoty cielec czyli nasze grzechy (4)

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego (pkt. 1849)

Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu.

 

W miniony czwartek w Liturgii przysłuchiwaliśmy się rozmowie Boga z Mojżeszem na górze Horeb (Wj 32, 7-14). W czasie gdy Mojżesz przebywał na górze przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy rozmawiając z Bogiem, u stóp góry (ze złota wyniesionego z Egiptu) Izraelici zrobili cielca, któremu zaczęli oddawać hołd. Wystarczyło 40 dni bez Mojżesza, by poczuli się opuszczeni przez Boga i zapomnieli, a właściwie przeinterpretowali po swojemu to wszystko, co Bóg zdziałał wobec nich, wyprowadzając ich z niewoli egipskiej.

W tym opowiadaniu Biblia w bardzo przystępny sposób pokazuje ważną prawdę o naszej naturze: nasze serce nie znosi duchowej pustki. Zawsze będzie dążyć do tego, by tę pustkę czymś albo kimś zapełnić. Kiedy Katechizm pisze o grzechu jako o niewłaściwym przywiązaniu do pewnych dóbr, ma na myśli właśnie taką sytuację, w której miejsce należne Bogu w naszym życiu zapełnia ktoś lub coś, co (kogo) zaczynamy ubóstwiać. W ten sposób powstaje nowe centrum naszego życia, nowy punkt odniesienia dla naszych życiowych decyzji. Można powiedzieć, że nasza relacja miłości do Boga, zamiast do Boga trafia gdzieś obok – ku jakiemuś stworzeniu. I nie oznacza to wcale, że to stworzenie samo w sobie jest złe. Wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre. Problemem staje się wtedy, gdy zaczynam stworzenie stawiać w miejscu Tego, który jest Stworzycielem, jest Dobrem najwyższym i źródłem wszelkiego dobra.

Celem naszego życia mogą stać się rzeczy materialne, które symbolizuje ów złoty cielec z Księgi Wyjścia: pieniądze, nowy samochód, telefon, komputer, piękny dom, praca, sport, rozrywka itd. itp. Takim bożkiem mogą stać się dla nas także inne osoby. Nie bez przyczyny gwiazdy estrady czy kina – ubóstwiane przez tłumy ludzi – swoimi wypowiedziami i stylem życia kreujące trendy społeczne, nazywamy idolami. Słowo to pochodzi od greckiego eidolon i oznacza tyle co obraz, posąg bożka. 

Bożkiem może stać się nie tylko ktoś z pierwszych stron gazet, ale także ktoś nam bliski i dla nas ważny. Kiedy wiąże nas ze sobą w taki sposób, że tracimy zdolność obiektywnej oceny rzeczywistości, podejmowania wolnych, samodzielnych decyzji i wyrażania wątpliwości wtedy stawia się w miejscu Boga i staje się bożkiem. Czasami to sami rezygnujemy z tego wszystkiego, co jest wyrazem naszego człowieczeństwa, pozwalając innym podejmować za nas decyzje. Zwalnia nas to bowiem z ciężaru ponoszenia odpowiedzialności za nasze decyzje i działania.

Jezus w czwartkowej Ewangelii (J 5, 31-47) w rozmowie z Żydami pokazuje, że swego rodzaju bożkiem może stać się także pewien rodzaj pobożności, w którym nakazy i zakazy, przepisy prawa i rytuały przysłaniają czy wręcz uniemożliwiają spotkanie z Bogiem, do którego miały w założeniu prowadzić. Bożkiem mogą stać się idee. Te najbardziej szczytne, wzniosłe, ale także idee polityczne czy społeczne. Kiedy cały nasz wysiłek wkładamy w ich obronę i podtrzymywanie, być może tracimy z przed oczu to, co nas pierwotnie pociągnęło i zafascynowało.

Grzech to odebranie Bogu miejsca, które mu się należy w naszym sercu i posadzenie na jego tronie kogoś lub czegoś, co uzurpuje sobie władzę nad naszym życiem. Nawrócenie, to odwaga ponownego przyjęcia Pana Jezusa jako mojego jedynego Pana i Króla mojego życia. Jedną z najpiękniejszych modlitw, które wyrażają właśnie tę postawę jest modlitwa św. Ignacego z Loyoli:

Przyjmij Panie całą moją wolność; przyjmij pamięć, rozum i całą wolę. Cokolwiek mam i posiadam, Tyś mi to dał.

Wszystko to zwracam tobie i całkowicie poddaję panowaniu Twojej woli.

Daj mi tylko miłość ku Tobie i Twoja łaskę, a będę dość bogaty i niczego więcej nie pragnę.

 

Dobrego tygodnia!
ks. Marcin Cytrycki

Czy są grzechy prywatne - Nasze grzechy (3)

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego (pkt. 1849)

Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu.

Katechizmowa definicja grzechu, którą sobie wspólnie analizujemy od początku Wielkiego Postu wskazuje, że grzech, będąc brakiem miłości ma wymiar antyrelacyjny[1]. Narusza (w przypadku grzechu lekkiego) lub całkowicie zrywa (gdy grzech jest ciężki) nasze relacje z Bogiem i z innymi ludźmi. Każdy grzech w jakiś sposób wpływa na nasze relacje do Boga, do bliźnich czy też w końcu do samego siebie.

Czasem ten wpływ jest bardzo łatwo zauważalny (ktoś się na nas obrazi, zerwie z nami kontakt), a czasem szatan mydli nam oczy i wydaje nam się, że nasz grzech nikogo nie zranił, że w sumie nic złego się nie stało. Nikt nie widział tego cośmy zrobili czy pomyśleli. Nie widzimy skutków naszych grzechów. Jednak to, że czegoś nie widzimy, nie oznacza przecież, że tego nie ma.

Bardzo konkretny przykład takich niewidocznych, niezauważalnych dla sprawcy, skutków grzechu: Ktoś kradnie buty ze sklepu (wydaje się to być nieprawdopodobne, ale takich przypadków jest całkiem sporo). Mniejsza o to, z jakich powodów. Nie bierze jednak pod uwagę, że za te skradzione buty będzie musiał ze swojej pensji zapłacić sprzedawca. Niech takich skradzionych par butów będzie kilka… skończy się to zwolnieniem z pracy. A co jeśli ma rodzinę na utrzymaniu? Ktoś kradnie buty, nie myśląc wcale o tym, że z jego powodu jakaś rodzina straci utrzymanie. Najsmutniejsze jest to, że wspomniana sytuacja nie jest wymyślona… To jest dokładnie to, co Katechizm nazywa naruszeniem ludzkiej solidarności przez popełniany grzech.

Każdy grzech w jakiś sposób wpływa na nasze relacje. Nie ma grzechów, które nie wpływałyby bezpośrednio lub pośrednio na innych ludzi. Grzech nadszarpuje także naszą relację z Bogiem i z samym sobą. I znowu konkretny przykład, którego na własnej skórze doświadcza dziś bardzo wielu. Wejście w grzechy związane z VI przykazaniem, a więc z całą sferą naszej płciowości (czy to w wymiarze osobistym, czy w relacjach z inną osobą) bardzo często odbija się najpierw na naszej modlitwie i życiu sakramentalnym. Wchodzę w nieczystość i ta ma na mnie tak ogromny wpływ (bo to ważna sfera naszego życia), że przestaję się modlić, korzystać z sakramentów.

Powtarzająca się sytuacja mocno zaś podkopuje poczucie własnej wartości. Człowiek zaczyna patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat tych grzechów. Relacja do samego siebie zostaje mocno zakłócona. Może się to odbić pośrednio także na innych osobach, które zostaną zranione słownymi rykoszetami naszych wyrzutów sumienia. Bardzo często uciekamy się do kłamstwa, aby tak naprawdę ukryć inne kłamstwa. W całej sieci relacji, w której żyjemy na co dzień, pociągnięcie któregoś ze sznurków tej siedzi mniej lub bardziej wpływa na wszystkie pozostałe elementy sieci. Nie ma grzechów prywatnych. Takich, które dotykałyby tylko mnie. Za tydzień spróbujemy zatrzymać się nad tym, co to znaczy, że grzech jest spowodowany niewłaściwym przywiązaniem do pewnych dóbr.

 

Ciąg Dalszy Nastąpi… 
Dobrego tygodnia!
ks. Marcin Cytrycki

 

 

[1] Nie wiem czy takie słowo istnieje, ale dalej się wyjaśni o co chodzi.

Kontakt

Parafia Rzymskokatolicka pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Opolu – Gosławicach
ul. Wiejska 101
45-240 Opole
tel. 77 402 79 35
e-mail:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.